🐢 Gdzie Jest Czarnobyl Mapa

Prypeć [1] ( ukr. Прип’ять Prypjať, biał. Прыпяць Prypiać, ros. Припять Pripiať) – rzeka na Ukrainie i Białorusi, prawy dopływ Dniepru, o długości 775 km i powierzchni dorzecza 121 000 km². W górnym i środkowym biegu rzeka przepływa przez Polesie. Uchodzi do Zbiornika Kijowskiego. W czwartek doradca prezydenta Ukrainy Mihailo Podoljak poinformował, że wojska rosyjskie zajęły elektrownię w Czarnobylu. Po co to zrobiły? Do końca nie wiadomo, ale zdaniem eksperta nie ma Zobacz, gdzie obejrzeć serial "Czarnobyl", kasowy hit produkcji HBO "Czarnobyl" - fabuła i obsada Serial jest produkcją USA i Wielkiej Brytanii, czego na pierwszy rzut oka w ogóle nie widać. Serial "Czarnobyl" miał swoją premierę 6 maja 2019 roku, a jego kolejne odcinki pojawiały się co tydzień. Łącznie liczy on 5 odcinków, a w poniedziałek, 3 czerwca miał premierę ostatni z nich. Reżyserem wszystkich pięciu odcinków Czarnobyla jest Johan Renck, a scenarzystą Craig Mazin. Jest oficjalny komunikat: nie ma zagrożenia. 24 lutego w toku inwazji Rosji na Ukrainę pojawiły się doniesienia o tym, że żołnierze wrogiej armii próbują przejąć elektrownię w Czarnobylu. Dziś wiemy już, że pomimo zaciekłej obrony ze strony Ukraińców nie udało się obronić zony. gdzie jest Czarnobyl? Elektrownia jądrowa w Czarnobylu znajduje się około 81 Mil (130 kilometrów) na północ od Kijowa na Ukrainie i około 12 mil (20 km) na południe od granicy z Białorusią, zgodnie z World Nuclear Association. Czarnobyl (HBO) W centrum Czarnobyla są ludzie, nie katastrofa sama w sobie. Ta z punktu widzenia naukowca, czy dokumentalisty, jest czymś zajmującym. Jednak podjęto decyzję, że to osoby z krwi i kości oraz ich dramaty, są o wiele bardziej pochłaniające. I to właśnie one nadają fascynujący ton opowieści. Strefa wykluczenia wokół elektrowni w Czarnobylu na Ukrainie to nie jest park rozrywki, to miejsce jednego z największych błędów ludzkości; poznajemy tu nie tylko historię tragedii, ale też wielkiego ludzkiego heroizmu - mówi PAP przewodniczka Oksana Taran. W tym roku minęło 35 lat od awarii w czwartym bloku elektrowni w Czarnobylu. Gdzie znajduje się Czarnobyl? Czarnobyl znajduje się na północy Ukrainy, w pobliżu granicy z Białorusią. Znajduje się około 80 mil na północ od Kijowa. W Czarnobylu znajduje się jedna z najgorszych katastrof nuklearnych, do której doszło 26 kwietnia 1986 r., Kiedy to reaktor 4 eksplodował w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. 5Z9KEU. WYCIECZKA DO CZARNOBYLA - DLACZEGO WARTO POJECHAĆ? RZECZYWISTOŚĆ ZAMKNIĘTA Na wycieczce w Czarnobylu znajdziesz się na terenie, gdzie miała miejsce największa w historii energetyki jądrowej katastrofa. W wyniku awarii w Czarnobylu z terenów przy elektrowni wysiedlono ponad 100 tys. ludzi. Decyzją o wysiedleniu zostały objęte miasta Prypeć, Czarnobyl i Poliśke oraz ponad 90 wiosek, czego efektem było powstanie największej na świecie zamkniętej strefy zwanej Strefą Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Obecnie Strefa Czarnobylska zajmuje obszar prawie 2600 km2 (pięciokrotność powierzchni Warszawy). W wyniku wysiedlenia pobliskiego miasta Prypeć, położonego 5 km od elektrowni mówimy dzisiaj o największym na świecie Ghost Town - mieście duchów. Prypeć była bowiem miastem zamieszkiwanym przez prawie 50 tysięcy ludzi, zbudowanym na potrzeby elektrowni dla jej pracowników i ich rodzin. Na terenie miasta znajdowało się kilkaset budynków, większość to bloki mieszkalne, jest też dużo budynków użyteczności publicznej i usługowej (szkoły, przedszkola, sklepy, szpital), pływalnie, park rozrywki ze stadionem z 5 tys. miejsc siedzących (oficjalne otwarcie parku zaplanowano na 1 maja 1986r.), poczta, dom kultury, kawiarnia "Prypeć" (Кафе "Припять"). Półtorej doby po katastrofie w czarnobylskiej elektrowni ludność z Prypeci została ewakuowana i już tam nigdy nie powróciła. Ludzie mieli kilka godzin na spakowanie się, bo zapewniono ich, że do swoich domów wkrótce powrócą. Zwiedzając obszar Strefy, zwanej również Zoną ciągle można znaleźć porzucone przez mieszkańców rzeczy jak np. książki, zabawki, odzież, a w budynkach zobaczyć meble z tamtej epoki, wyposażenie szpitalne czy pomoce szkolne i dydaktyczne, maszyny rolnicze i różnego rodzaju sprzęty oraz pojazdy. Na wycieczce do Czarnobyla zobaczymy również port rzeczny z wielkimi dźwigami portowymi i stację kolejową Janów, gdzie znajdują się pociągi i inne pojazdy. WIELKIE KONSTRUKCJE Na obszarze Strefy można zobaczyć unikatowe konstrukcje, które imponują rozmiarami jak radar pozahoryzontalny Duga zwany też Okiem Moskwy czy Rosyjskim Dzięciołem. Radar zlokalizowany jest w byłym tajnym mieście Czarnobyl-2, a wysokość wyższej z anten to 155 metrów i jest nie lada wyzwaniem dla śmiałków! Jednostka radarowa Czarnobyl-2 stanowiła część obrony przeciwrakietowej ZSRR i została zaprojektowana w celu wykrywania ataku nuklearnego. Emitowany przez radar sygnał "wychwytywano" na całym świecie, a można było go usłyszeć nie tylko za pomocą specjalistycznego sprzętu, ale również za pomocą zwykłego radia, słychać wówczas było pulsacyjne pukanie przypominające stukanie dzięcioła. Około 11 godziny w południe 26 kwietnia 1986 dowódca obiektu Duga Vladimir Musiets rozkazał wyłączyć system wentylacji radaru, żeby nie zasysać z zewnątrz napromieniowanego powietrza. Ludność cywilna miasta Czarnobyl-2 została ewakuowana - zresztą w tym samym dniu, co miasta Prypeć. Po katastrofie w Czarnobylskiej ELektrowni Jądrowej obiekt Duga nie został już nigdy uruchomiony. Próbowano kilkukrotnie oczyścić radar, jednak bez sukcesu. Dzisiaj radar Duga jest obowiązkowym punktem na każdej wycieczce do Czarnobyla! W samej Strefie imponują również rozmachem niedokończone chłodnie kominowe - dwie, zlokalizowane nieopodal elektrowni, przy blokach 5 i 6. Są to obiekty minionej epoki. Strefa jednak żyje dalej! W 2016 roku po kilku latach dokończono budowę gigantycznej konstrukcji, nowego sarkofagu. NOWY SARKOFAG Po katastrofie w Czarnobylu zniszczony czwarty blok elektrowni musiał od razu zostać odizolowany od środowiska. Na jego budowę przeznaczono około 400 tysięcy metrów sześciennych betonu i 7 tysięcy ton stali. Został zbudowany w bardzo krótkim czasie, w ciągu zaledwie 206 dni. W jego budowie wzięło udział 90 tysięcy ludzi. Budowę zakończono w listopadzie 1986 roku. Sarkofag został zbudowany tylko na 10 lat. Pod koniec lat 90-tych dokonano pewnych umocnień wydłużając w ten sposób czas żywotności osłony. W 2012 zaczęto budować nowy sarkofag zwany Arką (Arka oznacza po ukraińsku Łuk), który 29 listopada 2016 roku całkowicie osłonił blok nr 4. Nowa powłoka ochronna ma zabezpieczyć Strefę i nie tylko przez 100 najbliższych lat. Do 2023 roku specjalne roboty mają oczyścić blok nr 4 z odpadów radioaktywnych umieszczając je w specjalnych pojemnikach, które mają zostać przeniesione na składowisko odpadów radioaktywnych. Arka jest gigantyczną konstrukcją, największą w historii ludzkości konstrukcją zdolną do przemieszczania się (257 metrów szerokości, 108 wysokości oraz 150 długości). W budowie udział wzięli przedstawiciele kilkudziesięciu krajów. Głównymi sponsorami są Państwa należące do G7 oraz Unia Europejska. Liczba Państw składających się na nowy sarkofag to 40, jest wśród nich również Polska. Również polskich pracowników można było spotkać przy budowie. Koszt wybudowania „Arki” to 1,5 mld euro. SAMOSIOŁY W Strefie ciągle można odnaleźć wiele starych drewnianych domów z dużymi starymi piecami oraz narzędziami, a nawet w niektórych z nich znaleźć jeszcze stare fotografie z tamtych czasów. Z terenu Strefy zostało wysiedlonych około 120 tysięcy osób zamieszkujących 91 wsi i 3 miasta. Większość z nich wywieziono do obwodu Kijowskiego. Dla tych przesiedleńców zbudowano nawet nowe wsie, którym dano podobne do wysiedlonych nazwy, takie jak na przykład Nowy Korogod, Nové Zalissya, Nowy Opachichi. Ale nie wszyscy osadnicy zaakceptowali życie w nowych miejscach. W 1991 roku było już około 1500 osób, które wróciło do swoich starych domów, aby dalej tam żyć. Strach przed promieniowaniem był mniejszy niż chęć życia we własnych domach. Obecnie liczba tych osób to około 130 – wiele osób już zmarło, ale też są tacy, którzy przenieśli się z powrotem poza Strefę, na przykład do swoich dzieci. Ci którzy pozostali, mają niewielkie kawałki ziemi, którą uprawiają oraz po kilka sztuk zwierząt takich jak krowa, świnia, kaczka czy kura. Większość z nich mieszka w najbardziej cywilizowanym miejscu Strefy czyli Czarnobylu (50 osób) lub też w wiosce Teremtsy (około 30 osób). Ponadto trudnią się oni rybołówstwem oraz zbieractwem (grzyby, jagody i inne owoce leśne). Ludzi Ci są największą skarbnicą wiedzy na temat tego jak wyglądało na tych terenach życie przed awarią, w trakcie oraz po. Chętnie opowiadają różne historie ze swojego życia, częstując odwiedzających ich turystów swojskim bimbrem oraz wiejskim jedzeniem. Ciągle również w ich domostwach można znaleźć narzędzia nieużywane w Polsce od kilkudziesięciu lat. KONIE PRZEWALSKIEGO Nigdzie indziej, jak właśnie na terenie Strefy Wykluczenia, nie zobaczymy jak przyroda odzyskuje i przywraca do stanu naturalnego ziemie zabrane jej i zagospodarowane przez człowieka. Strefa Czarnobylska to istny rezerwat dzikiej przyrody ukraińskiego Polesia. W Zonie często spotyka się dzikie zwierzęta; żyją tutaj łosie, jelenie, bobry i sowy, bardziej egzotyczne gatunki takie jak niedźwiedź brunatny, ryś, czy wilk, po zupełnie nietypowe dla tych terenów konie Przewalskiego czy jenot azjatycki. Konie Przewalskiego zostały sprowadzone do Zony, żeby zmniejszyć porost trawy. Jedna trzecia terenu Strefy Czarnobylskiej pokryta jest bowiem wysokimi trawami, co powoduje, że w miesiącach letnich szanse wybuchu pożarów są dużo większe niż na innych terenach, a w trakcie pożaru przedostają się do powietrza napromieniowane cząstki. Dlatego też w 1998 roku w ramach eksperymentu naukowego z rezerwatu przyrody "Askania Nova" na południu Ukrainy (tam znajduje się hodowla koni Przewalskiego) została zakupiona i przywieziona do Strefy pierwsza grupa koni (26 sztuk). Pod koniec października 1999 roku do Strefy trafiła kolejna - klacze (6 sztuk). Teraz liczba koni Przewalskiego stanowi około 70 sztuk, a żyją one w 3 stadach. Przy odrobinie szczęścia możemy je spotkać w Strefie. Są oczywiście miejsca, gdzie prawdopodobieństwo spotkania koni Przewalskiego jest większe ;) LEGENDY Wysoka radiacja na terenach wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej miała być powodem mutowania się fauny i flory. Żadne badania tego nie potwierdziły, jednak mimowolnie szerzyły się legendy o anomaliach czy mutantach z Czerwonego Lasu - las nieopodal elektrowni, który w wyniku silnego promieniowania przybrał kolor rudoczerwony od obumarłych sosen. Owy Czerwony Las stał się miejscem niewyjaśnionych historii i zaginięć ludzi oraz domem dla zwierząt takich jak "wilkopies". Oprócz legend opowiadających o skutkach promieniowania w opinii publicznej pojawiły się też historie o fabryce Jupiter, która oficjalnie była filią kijowskich zakładów "Majak" zajmujących się produkcją urządzeń audio: magnetofonów, radioodbiorników oraz radiostacji. Sugerowano, że opisywana działalność to jedynie przykrywka, a zakład zajmuje się przetwarzaniem plutonu do celów wojskowych ze zużytego paliwa jądrowego z Elektrowni Jądrowej w Czarnobylu. Ilość turystów w Strefie jest rok rocznie większa. Jak w 2012 roku zaczynaliśmy organizować wyjazdy - według dostępnych nam danych - Prypeć odwiedziło wtedy około 14 tys. osób. Z kolei w roku 2018 było tam już ponad 70 tys. osób. W ciągu siedmiu lat ilość odwiedzających wzrosła blisko pięciokrotnie. Tendencja ta się utrzymuje, a związane jest to zapewne z ułatwieniami, jakie wprowadza administracja Strefy na polu turystyki oraz z medialną obecnością kierunku - mamy tutaj na myśli gry komputerowe takie jak rocznice awarii genErujące artykuły w prasie i filmy dokumentalne (doczekaliśmy się nawet superprodukcji - bijący słupki popularności miniserial produkcji HBO o znamiennym tytule Czarnobyl), a także postapokaliptyczna (czarnobylska) sceneria odzwierciedlana na zdjęciach publikowanych na FB czy Instagramie. Tym oto sposobem coraz więcej osób dowiaduje się o Strefie i coraz wiecej osób decyduje się na wycieczkę do Czarnobyla. Mimo popularyzacji kierunku, Strefa Wykluczenia to wciąż świat zamknięty i nie ma na jej terenie budek z pamiątkami czy napojami chłodzącymi, za to człowiek styka się tam ze światem słusznie minionym i ze skutkami jedynej takiej katastrofy jądrowej. Owszem, podczas zwiedzania Strefy spotykamy czasami inne grupy, bywają kolejki na wjeździe do Zony (Dytyatky), wprowadzono różnego rodzaju restrykcje dotyczące zwiedzania (im większy ruch turystyczny, tym więcej regulacji). Nieprzerwanie jednak każdy wyjazd do Czarnobyla to przeżycie! Bo Strefa Czarnobylska to miejsce unikatowe, gdzie człowiek obcuje z wyludnionym miejscem, jego historią i przyrodą, która odbiera to co kiedyś jej było zabrane. "Opowiemy dziś bajeczkę, o zielonej Ukrainie, elektrownię wyje...ło, dwóch tylko nie żyje. Bracia nic nie powiedzieli, myśleli, że się rozwieje, ale Szwedzi namierzyli, już się Lugol leje. Pierwszy maja, Święto Pracy, na ulicach tłum wariuje, a tu miłość od Przyjaciół, ciągle promieniuje" "Baju, baju, dylu, dylu, coś wybuchło w Czarnobylu. Jest to bomba atomowa Michaiła Gorbaczowa. Raz, dwa, trzy, kryjesz ty..." Dwa dni po wypadku, 28 kwietnia 1986, ok. godziny 5:30 regionalna stacja pomiarowa SPSP (Służby Pomiaru Skażeń Promieniotwórczych) w Mikołajkach zarejestrowała gwałtowny wzrost skażenia powietrza - kilkukrotnie zwiększony poziom promieniowania gamma i ok. 700 razy ponad normalny poziom promieniowania beta. Poinformowano o tym fakcie CLOR (Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej) w Warszawie. O godzinie 10:00 ogłoszono alarm. Z początku podejrzewano wybuch nuklearny w pobliżu polskich granic, ale analiza składu izotopowego wskazywała jednak na zanieczyszczenie pochodzące z awarii reaktora jądrowego. Wkrótce zaczęły napływac raporty z innych placówek SPSP, które pozwoliły monitorować przemieszczanie się radioaktywnej chmury nad północno-wschodnimi województwami. W CLOR powołano zespół śledzący na bieżąco rozwój sytuacji i przygotowujący zalecenia dla ochrony zdrowia ludności. Od władz ZSRR nie docierały żadne dane, mimo iż istniały umowy zobowiązujące do niezwłocznego udzielania wszlekich informacji w takich wypadkach. W elektrowni Forsmark w Szwecji zarejestrowano silny wzrost skażenia, ale nie stwierdzono żadnych uszkodzeń czy wycieków. Wszystko wskazywało na to, że chmura zanieczyszczeń nadpływa znad Bałtyku, czyli z terytorium ZSRR. Radio BBC podało komunikat o awarii w elektrowni jądrowej gdzieś w europejskiej części ZSRR, prawdopodobnie w Ignalinie. CLOR zwrócił się do Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych z prośbą o wykonywanie lotów wzdłuż wschodniej granicy i pobieranie próbek powietrza z wysokości 1, 3, 6, 9, 12 i 15 km. Wieczorem władze ZSRR poinformowały w bardzo lakonicznej depeszy: "Doszło do awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu. Uszkodzony został jeden z reaktorów. Powzięto środki w celu usunięcia następstw awarii. Poszkodowanym udziela się pomocy. Powołana została specjalna komisja rządowa." Wiadomość tą podano jako siódmą z kolei w wieczornym wydaniu dziennika telewizyjnego "Wriemia". Zachodnie rozgłośnie radiowe i telewizyjne huczały od domysłów i plotek, bo skażenie wykryto w wielu krajach Europy. Rosjanie niechętnie przyznali się do wypadku i śmierci dwóch pracowników elektrowni, nie poinformowali jednak o skali katastrofy, która przeszła wszelkie wyobrażenie radzieckich ekspertów. 29 kwietnia ok. godziny 1:00 w KC PZPR rozpoczęło się posiedzenie członków Biura Politycznego, rządu, dowództwa armii. O godz. 4:00 do obrad zaproszono prof. Zbigniewa Jaworowskiego z CLOR, prof. Zenona Bałtrukiewicza z Szefostwa Służby Zdrowia MON oraz dr Mieczysława Sowińskiego - prezesa Polskiej Agencji Atomistyki (PAA). Po kilku godzinach powołano Komisję Rządową, a także ustalono plan postępowania, którego celem była ochrona zdrowia ludności, w szczególności dzieci. Należało jak najszybciej podać dzieciom stabilny, nieradioaktywny jod, by zablokować wchłanianie jodu-131, a tym samym ochronić ich tarczyce. Ze względu na to, że stabilny jod należało podać jednocześnie milionom dzieci, zadecydowano o użyciu płynu Lugola - wodnego roztworu jodku potasu i pierwiastkowego jodu. Oprócz tego zalecono wstrzymanie wypasu bydła, przejście na mleko w proszku (a w razie jego braku sprowadzenie odpowiedniej ilości z zagranicy), ograniczenie spożycia jarzyn i owoców oraz poinformowanie o potrzebie dokładnego ich mycia. Prof. Jaworowski proponował również, by dzieci przez kilka dni pozostawały w domach i nie chodziły do szkół, a także by nie otwierać okien, zmywać ulice, sugerował też, by odwołać obchody pierwszomajowe. Podawanie dzieciom płynu Lugola. Warszawa, maj 1986. Po latach prof. Jaworowski stwierdził, że zalecenia były przesadnie rygorystyczne, ale w tamtym momencie, przy braku informacji ze strony ZSRR, należało działać "z zapasem ostrożności". Bardzo sprawnie zorganizowano zakrojoną na szeroką skalę akcję podawania płynu Lugola, natomiast odwołanie obchodów 1 maja okazało się w tamtych warunkach ustrojowych nierealne. Pomijając względy czysto polityczne, władze obawiały się wywołania paniki w całym kraju. 30 kwietnia skażenie powietrza było nadal bardzo wysokie, szczególnie w godzinach porannych. Pod wieczór radioaktywność wyraźnie spadła; w kolejnych dniach obniżała się, co wynikało głównie ze zmniejszenia emisji w samym Czarnobylu, a także ze zmiany kierunku wiatru. Niektóre rejony kraju zostały jednak silniej skażone cezem-137 (np. Opolszczyzna, rejon Nysy) w wyniku intensywnych lokalnych opadów deszczu. Skażenie terytorium Polski cezem-137 Jod-131, który stanowił główne zagrożenie dla dzieci, jest na szczęście izotopem tzw. krótkożyciowym, o czasie półrozpadu 8 dni. Największa jego ilość dostawała się do organizmu wraz z pożywieniem, szczególnie z mlekiem. Dzieci, którym wcześnie podano stabilny jod i które nie piły świeżego mleka, otrzymały przypuszczalnie nawet pięciokrotnie niższą dawkę jodu-131. Na terenach Białorusi, Ukrainy i Rosji (nieobjętych wcale lub objętych bardzo późno akcją podawania stabilnego jodu) zaobserwowano wzrost zachorowań na raka tarczycy. Dane dotyczące Polski są rozbieżne: część badań nie wykazuje zwiększonej częstości zachorowań na ten nowotwór, część natomiast stwierdza zwiększoną częstosć zachorowań. Według danych Komitetu Naukowego Narodów Zjednoczonych do Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) każdy Polak otrzymał średnio w pierwszym roku po katastrofie w Czarnobylu dawkę promieniowania w wysokości 0,3 mSv, a w ciągu kolejnych 70 lat swego życia otrzyma dodatkowo 0,9 mSv. W tym samym okresie w wyniku promieniowania naturalnego każdy Polak otrzyma dawkę 170 mSv. Tak niewielkie dawki najprawdopodobniej nie mają żadnego wpływu na zdrowie ludności. Archiwalny artykuł prof. Zbigniewa Jaworowskiego , napisany 10 lat po katastrofie czarnobylskiej i akcji jodowej w Polsce. "Wiedza i Życie", maj 1996. strona główna Wiele osób, którym opowiadałam o moich planach na długi sierpniowy weekend, łapało się za głowę. O ile jeszcze zwiedzanie Kijowa, po szybkim wyjaśnieniu, że nie ma tam wojny, spotykało się ze zrozumieniem, o tyle zwiedzanie Czarnobyla (co nie jest do końca właściwym określeniem, ale o tym za chwilę) wzbudzało spore zdziwienie. Być może to faktycznie dziwny pomysł na weekend. W 1986 roku, kiedy w elektrowni w Czarnobylu wybuchł reaktor numer 4, na zawsze zmieniając świat, i nie ma w tym słowa przesady, miałam 2 lata. Całe moje dzieciństwo skażone było katastrofą w Czarnobylu, piłam płyn Lugola (w teorii miał uchronić tarczycę przed wchłonięciem radioaktywnego izotopu jodu), obejrzałam masę filmów dokumentalnych na ten temat, aż wreszcie nadarzyła się okazja, by zobaczyć Strefę Wykluczenia na własne oczy. To 30-kilometrowa, zamknięta strefa wokół terenów najbardziej dotkniętych skutkami katastrofy, zwana również Zoną. Czy zwiedzanie okolic elektrowni jądrowej jest bezpieczne? Jak zorganizować taki wyjazd? Sprawdźcie! Spis treści1 Katastrofa w telegraficznym skrócie2 Gdzie jest Czernobyl i Prypeć, czyli dwa słowa o Strefie Wykluczenia3 Zwiedzanie Strefy Wykluczenia4 Zalesie5 Oko Moskwy6 Przedszkole w Kopacze7 Elektrownia i reaktor nr 48 Prypeć – miasto widmo9 Informacje Jak się przygotować?10 Czy taka wycieczka jest bezpieczna? Katastrofa w telegraficznym skrócie Nie chciałabym tu przepisywać internetu, więc w dużym skrócie tylko przypomnienie co się stało. Resztę doczytacie w Wikipedii. W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku w jednym z reaktorów w wyniku przegrzania reaktora doszło do wybuchu wodoru, pożaru oraz rozprzestrzenienia się substancji promieniotwórczych. Najbardziej ucierpieli mieszkańcu najbliżej położonego miasta Prypeć, które zresztą powstało głównie z myślą o rodzinach przyszłych pracowników elektrowni. Zarówno miasto, jak i elektrownia powstawały w tym samym czasie, jednak mieszkańcy nie zdawali sobie sprawy z tego, jaka energia skrywana jest w nowo powstałym cudzie technologicznym. Ówczesne ZSRR z resztą bardzo zadbało o mieszkańców, tworząc, jak na tamte czasy, miasto doskonałe z licznymi atrakcjami dla mieszkańców, dobrze zaopatrzonymi sklepami (podczas gdy w pozostałej części Ukrainy, podobnie ja w Polsce wciąż obowiązywały kartki żywnościowe), i wizją świetlanej przyszłości. Nikt nie zaprzątał sobie głowy tym, co skrywa elektrownia, dlatego też później, po wybuchu, tak ciężko było im zrozumieć, czym jest niewidzialny, śmiercionośny wróg, jakim było promieniowanie. Wkrótce po wybuchu ewakuowano mieszkańców Prypeci i okolicznych wsi. Drewniane domy równano z ziemią i zakopywano, zwierzęta gospodarskie i domowe rozstrzeliwano lub porzucano, ludzie zaczęli umierać w wyniku choroby popromiennej. Wydzielono 30-kilometrową Strefę Zamkniętą kontrolowaną przez ukraińskie władze. Strefę, która obrosła legendami i pobudza wyobraźnię od ponad 30 lat. Gdzie jest Czernobyl i Prypeć, czyli dwa słowa o Strefie Wykluczenia Na dzień dobry otrzymujemy mapę-certyfikat wraz z dozymetrem (licznikiem Geigera) do pomiaru promieniowania w trakcie pobytu w Strefie Wykluczenia. Już patrząc na mapę, widzimy jak w sumie nieprawidłowo mówi się o elektrowni w Czarnobylu czy katastrofie w Czarnobylu, kiedy miasto o tej nazwie oddalone jest o ok. 18 km od samej elektrowni. Najbliżej elektrowni, zaledwie 4 km od niej, znajduje się Prypeć, jednak kiedy podejmowano decyzję o budowie elektrowni, jedynym miastem w tej okolicy był właśnie Czarnobyl. Prypeć powstawała razem z jądrowym cudem techniki. Zarówno wtedy, jak i dziś mieści się tu administracja związana z elektrownią, współcześnie również ze Strefą Wykluczenia. Jest to wydzielony, 30-kilometrowy obszar wokół elektrowni, w nim natomiast dodatkowo oznaczono 10-kilometrowy teren szczególnie bliski reaktorowi nr 4, wykazujący większe promieniowanie niż pozostałe strefy Zony. Spójrzmy na mapę: Punktualnie o 8:00 ruszamy z Kijowa, do pokonania mamy okołp 110 kilometrów. Naszą przewodniczką jest Natalia, która wyczerpująco opowiada o wszystkich aspektach związanych z Zoną, katastrofą, życiem po i przed wybuchem reaktora nr 4. Po drodze zatrzymujemy się tylko na stacji benzynowej, to ostatnia szansa na skorzystanie z w miarę normalnej toalety oraz uzupełnienie zapasów wody i jedzenia. Co prawda w stołówce pracowników elektrowni czeka nas obiad, jednak dzień będzie długi w dodatku upalny, powyżej 30 stopni. Dozymetr w Kijowie wskazuje 0,12 µSv/h natomiast norma państwowa uważana za bezpieczną to 0,30 µSv/h. Punkt kontrolny Dytiatky to początek Strefy Wykluczenia i pierwsza z kilku kontroli, jaka nas dziś czeka. Uczestnicy wszystkich wycieczek ustawiają się w kolejce i jeden po drugim podchodzą do policjanta, który sprawdza paszport oraz zawartości torebek i plecaków. Paszport musi zgadzać się z danymi wcześniej przekazanymi do organizatora wycieczki, nawet jedna literówka może zakończyć naszą wizytę w Zonie w tym miejscu. W Zonie niedozwolone jest palenie papierosów poza wyznaczonymi miejscami (widziałam 2 przez cały dzień), jedzenie i picie czegokolwiek znalezionego w Strefie, a także spożywanie swojego jedzenia poza autobusem. Szczególnie w strefie 10-kilometrowej zakazane jest siadanie na czymkolwiek, opieranie się i dotykanie przedmiotów. Oczywiście poruszając się po terenie całej Zony, trzeba uważnie patrzeć pod nogi, jest tu cała masa rupieci, potłuczonego szkła, wystających gwoździ i tym podobnych. Teoretycznie nie wolno wchodzić do żadnych zabudowań. Teoretycznie, bo największą frajdą i atrakcją wycieczki jest właśnie zaglądanie do opuszczonych budynków. Za przyzwoleniem przewodników wskazujących, które budynki raczej nie zawalą się nam na głowy. Zalesie Czas zaoszczędzony na punkcie kontrolnym (poszło nam wyjątkowo sprawnie przy tej liczbie chętnych, byliśmy też sporo wcześniej) przeznaczamy na małą eksplorację jednej z wiosek położonej w Zonie. To Zalyssia lub bardziej swojsko Zalesie, gdzie poza zwykłymi domami znajdował się również sklep i gabinet lekarski. Niektóre elementy jak miś na kuchence czy fiolka na parapecie są nieco wyreżyserowane przez stałych bywalców Strefy, ale jak dla mnie nie ma w tym nic złego. Licznik Geigera pokazuje trochę ponad to, co w Kijowie – 0,23 µSv/h. Przed nami wjazd do 10-kilometrowej ścisłej Strefy i punkt kontrolny Leliw, który przechodzimy bez większych problemów. Oko Moskwy Na ten punkt programu jarałam się jak wojska Jamie’go z 7. sezonu Gry o tron. Radar Duga-1 nazywany również Okiem Moskwy, to instalacja radzieckiego strategicznego radaru pozahoryzontalnego pracującego w zakresie fal krótkich. Zwrócona w stronę USA miała służyć do wykrywania nadlatujących nad terytorium ZSRR pocisków balistycznych z głowicami nuklearnymi. Prace nad budową tego radaru rozpoczęły się na początku lat 70-tych, a w 1976 roku stacja rozpoczęła pracę. Był to jeden z tajnych elementów systemu obronnego Rosji, nic dziwnego więc, że jego położenie maskowano. Za przykrywkę służył stary, nieużywany ośrodek pionierski dla młodzieży i taka też informacja znajdowała się na mapach. Jeśli nawet ktoś zbłądził, to zaraz po zjeździe z głównej drogi, witał go przystanek z wizerunkiem pluszowego misia. Dalej znajdowały się już tylko tablice ostrzegające o zakazie dalszego przejazdu, za którymi ciekawskich delikwentów można było zastrzelić. Radar wymagał aż 1000 osób do jego obsługi. 26 kwietnia 1986 radar został wyłączony, aby ochronić jego elektronikę przed uszkodzeniem, które mogło być wywołane podwyższonym promieniowaniem. Dwa lata później zamknięto stację całkowicie, gdy okazało się, że z powodu wysokiego promieniowania obiekt nie będzie działać. W tym miejscu dozymetr po raz pierwszy zaczyna piszczeć – miejscami przekraczamy dozwoloną normę 0,30 µSv/h. Przedszkole w Kopacze Jedno z najbardziej napromieniowanych miejsc podczas zwiedzania Zony, najwyższy wskaźnik przy ziemi wyniósł ponad 9,70 µSv/h, bo to ona jest w ścisłej Strefie napromieniowana najbardziej, dlatego trzeba się trzymać chodnika i specjalnie nie oddalać. Przedszkole jest o tyle przerażające, że zachowało się tu wiele elementów wyposażenia: zabawki, małe łóżeczka, książeczki. Znowu, niektóre inscenizacje są lekko makabryczne, jednak ciężko im odmówić budowania klimatu. Elektrownia i reaktor nr 4 Choć ostatni reaktor zakończył działalność w 2000 roku, nie oznacza to, że teren elektrowni jest opustoszały. Pracujący tu całą dobę specjaliści i zwykli robotnicy czuwają nad bezpieczeństwem wygaszonych reaktorów. Elektrownia w chwili wybuchu miała miała uruchomione 4 reaktory, piąty był w budowie, planowano budowę szóstego. Funkcjonujące reaktory wygaszano kolejno w 1989, 1996 oraz 2000 roku. Nad reaktorem numer 4 stworzono specjalny sarkofag, mający chronić radioaktywne pozostałości przed wydostaniem się na zewnątrz, jednak budowany w pośpiechu nie był on zbyt trwały i szczelny. Dlatego w 2013 roku francuska firma Novarka rozpoczęła budowę nowej osłony, którą sfinansowały USA, Unia Europejska, w tym Polska 1,5 mln €. Ponieważ prace tak blisko źródła skażenia nawet po 30 latach były bardzo groźne dla zdrowia, zdecydowano się osłonę zbudować gdzie indziej, następnie przetoczyć ją na szynach nad reaktor nr 4. Stało się to w listopadzie 2016 roku i nowa konstrukcja ma przetrwać kolejne 100 lat (podczas gdy pierwotna miała służyć tylko 10, a musiała wytrzymać prawie 3-krotnie dłużej). Przerwę na obiad mamy zaplanowaną w kantynie przy elektrowni, gdzie obiad jedzą również pracownicy elektrowni. Zanim tam jednak wejdziemy, musimy przejść mały test z napromieniowania w specjalnej maszynie. Zadziwiająco nasze dozymetry nie wariują jakoś wybitnie – wskazują tylko ok. 5,0 µSv/h. Prypeć – miasto widmo Zanim stało się skansenem i krajobrazem post-apokaliptycznym, było krainą mlekiem i miodem płynącą. Założone na początku 1970 roku jako osiedle dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu, kreowane było przez ZSRR jako miasto marzeń: z nowoczesną infrastrukturą, dobrze zaopatrzonymi sklepami, bez kartek na żywność. Wkrótce przyciągnęło nie tylko pracowników elektrowni, ale ludzi szukających dla siebie lepszego życia. Wkrótce jednak eldorado zamieniło się w śmiertelny koszmar. Nieco ponad dobę od wybuchu ewakuowano około 50 tysięcy mieszkańców, którzy mieli zabrać tylko najpotrzebniejsze i nieskażone rzeczy. Wtedy nie wiedzieli jeszcze, że do swojego pięknego miasta nigdy nie wrócą. Oczywiście przez te wszystkie lata od wysiedlenia Prypeć był rozkradany przez byłych mieszkańców, złomiarzy oraz aktualnie czyniących najwięcej szkód turystów. Jednak mimo to czas się tu zatrzymał. W Prypeci bezwzględnie nie wolno wchodzić do budynków, więc … mamy to robić po cichu. Jest kilka klasyków, które każdy widział na zdjęciach z netu: basen, szkoła z maskami, widok z dachu…. Niby policja pilnuje, a jednak większości się udaje je zobaczyć. Choć muszę przyznać, że akurat połowie naszej grupy się nie udało, bo akurat trafił się patrol. Tak przynajmniej twierdził przewodnik drugiej grupy. My w takim razie miałyśmy szczęście. Wskaźnik pod napisem Prypeć osiąga wartość ponad 6,0 µSv/h. Czernobyl – wycieczka do Zony Poza tym w Prypeci jest do zobaczenia jeszcze jedna słynna atrakcja – wesołe miasteczko. Na temat tego, czy było ono uruchomione jeszcze przed wybuchem nie ma pewności, bo nie są co do tego zgodni nawet byli mieszkańcy. Jedno jest pewne, po 30 latach nieużywania wygląda należycie przerażająco. W domu kultury przy głównym placu straszą pozostałości z przygotować do Święta Pracy, w końcu 1 maja był tuż za pasem. Informacje praktyczne Do Strefy Wykluczenia można dostać się wyłącznie z licencjonowanym biurem podróży. Wraz z Kami na jednodniową wycieczkę wybrałam się z zdaje się największą firmą organizującą wyjazdy tego typu. Niedzielna wycieczka kosztuje 88$, dodatkowo płatne są obiad – 5$ oraz licznik Geigera – 10$ (można wziąć jeden na 2 osoby). Polecam dokonywać rezerwacji z wyprzedzeniem, szczególnie jeśli zależy Wam na dozymetrze, bo im bliżej wyjazdu tym może się okazać, że wszystkie są już zarezerwowane. W cenie macie oczywiście transport z Kijowa autokarem lub/i minibusem (w naszym przypadku to były aż 2 autokary i jeden minibus), opiekę przewodnika, ubezpieczenie na czas wycieczki, mapę-certyfikat na pamiątkę, gdzie na koniec wyjazdu wpisana zostaje dawka promieniowania, jaką przyjęliście. W naszym wykonaniu to było 0,003 mSv, czyli tyle, ile otrzymuje się na przykład podczas godzinnego lotu samolotem. Dla chętnych firma organizuje również 2-dniowe wycieczki z noclegiem w Czarnobylu (na mapie będzie to trasa zaznaczona pomarańczowym kolorem). Wszystkie wycieczki przeznaczone są wyłącznie dla osob pełnoletnich i odbywają się po angielsku lub rosyjsku. Wycieczki odbywają się z Kijowa, do którego aktualnie łatwo dostać się dzięki bezpośrednim lotom WizzAir z Warszawy, Lublina, Wrocławia, Poznania czy Gdańska. Jak się przygotować? Na wycieczce będzie Wam potrzebny paszport, woda, jakieś przekąski, chusteczki lub papier toaletowy, poza wyznaczonymi miejscami na punktach kontrolnych w Strefie nie ma toalet, lub są, delikatnie mówiąc, niewyposażone. Obligatoryjne będą kryte buty, skarpetki zakrywające kostki, długie spodnie lub legginsy, koszula lub bluza z długim rękawem. Nakrycie głowy nie jest obowiązkowe, jednak przyda się przy szczególnie silnych upałach. Oczywiście warto się też przygotować na deszcz, jeśli taki pojawi się w prognozie na dzień wycieczki. Wycieczka nie wymaga specjalnej sprawności kondycyjnej, choć wejście na 10 piętro opuszczonego bloku w Prypeci, szczególnie wydostanie się na dach było małym wyzwaniem, ale każdy sobie poradzi. Czy taka wycieczka jest bezpieczna? Jak możecie przeczytać, żyję i mam się całkiem nieźle. Dawka napromieniowania, jaką otrzymałam nie różni się od tej, którą przyjęłam, spacerując pół dnia po Kijowie, czy innym dużym mieście, a to przecież jest bezpieczne. Trzeba uważać i patrzeć pod nogi, nie trudno się o coś w Zonie potknąć. Jednak do zwiedzanych budynków wiodą niemalże ścieżki, więc raczej nie są to misje samobójcze. Jeśli ktoś Wam będzie robił przykre uwagi z powodu celu wycieczki, jest po prostu niedoinformowany. Zdarza się. Zwiedzanie Strefy Wykluczenia jest całkowicie bezpieczne, o ile przestrzega się zasad. A Ty? Wybrał/ła byś się do Strefy Wykluczenia? A może to jednak dla Ciebie przesada? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję! Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

gdzie jest czarnobyl mapa